niedziela, 12 stycznia 2020

Bezbronność


Zimowe drzewa wyglądają tak bezbronnie. Opuszczone przez ptaki, owady, małe ssaki. Nagie, nikt i nic nie może już się ukryć za bujnymi liśćmi. Stoją milczące, w ciszy, ale jakby mówiły. Jakby opowiadały historię o tym momencie, kiedy maska opada i trzeba stanąć w świetle prawdy. Prawdy o sobie. Prawdy o innych. Całkiem bezbronnie.

Znam ten moment. Chwilę, gdy już nic nas nie chroni, nie można się schować, trzeba zmierzyć się z tym, jak jest i jacy jesteśmy. Bez delikatnych, jasnozielonych wiosennych pąków, które przynoszą nadzieję zmiany. Bez szumiących, w pełni rozwiniętych liści, które chronią przed letnimi burzami i w których wije się rodzinne gniazdo. I nawet bez tych liści, które są zapowiedzią przemijania, ale jakże piękną, barwną, jesienną, w których szumi wiatr życia. Przychodzi czasem ten moment, ta zima, która odkrywa prawdę. A wobec niej jesteśmy bardzo bezbronni...



Żywotność lata.



Bezbronność zimy.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza