niedziela, 12 stycznia 2020

Bezbronność


Zimowe drzewa wyglądają tak bezbronnie. Opuszczone przez ptaki, owady, małe ssaki. Nagie, nikt i nic nie może już się ukryć za bujnymi liśćmi. Stoją milczące, w ciszy, ale jakby mówiły. Jakby opowiadały historię o tym momencie, kiedy maska opada i trzeba stanąć w świetle prawdy. Prawdy o sobie. Prawdy o innych. Całkiem bezbronnie.

Znam ten moment. Chwilę, gdy już nic nas nie chroni, nie można się schować, trzeba zmierzyć się z tym, jak jest i jacy jesteśmy. Bez delikatnych, jasnozielonych wiosennych pąków, które przynoszą nadzieję zmiany. Bez szumiących, w pełni rozwiniętych liści, które chronią przed letnimi burzami i w których wije się rodzinne gniazdo. I nawet bez tych liści, które są zapowiedzią przemijania, ale jakże piękną, barwną, jesienną, w których szumi wiatr życia. Przychodzi czasem ten moment, ta zima, która odkrywa prawdę. A wobec niej jesteśmy bardzo bezbronni...



Żywotność lata.



Bezbronność zimy.


sobota, 5 października 2019

Słowo na dziś


"Po tym, jak zelżał upał gasnącego lata, przestronne niebo zaczęło przybierać po południu łagodniejsze barwy i pojawił się chłodny wiatr, zapowiadający nadejście jesieni. Liście jeszcze nie pożółkły ani nie opadły z drzew, nie pojawił się też jeszcze ten niejasny lęk, który odczuwamy wobec śmierci przyrody, bo wiemy, że ta śmierć dotyczy i nas. (...) Każda jesień jest bliższa naszej ostatniej jesieni - i to samo dotyczy wiosny lub lata, jednak jesień, będąc taką, jaką jest, przypomina nam, że wszystko ma kres, o czym łatwo zapominamy, przyglądając się światu wiosną lub latem".


                         Fernando Pessoa - Księga niepokoju spisana przez Bernarda 
Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie





sobota, 28 września 2019

Drewniany kościół w Chlastawie


Drewniane świątynie mają swój urok - zazwyczaj to niewielkie, wiejskie kościółki, pachnące rozgrzanym w słońcu drewnem i skrywające ciekawe historie. Jeden z takich właśnie kościółków znajduje się w Chlastawie, niewielkiej wsi położonej w gminie Zbąszynek, o której pierwsza wzmianka pojawiła się już w 1418 roku. Tuż przy drodze z Babimostu, w centrum wsi, wznosi się drewniana świątynia wraz z dzwonnicą. 












W miejscu, gdzie obecnie wnosi się kościół, w XVI wieku istniała kaplica, która zgodnie z informacjami zawartymi w księdze kościelnej, została spalona. Istniejąca obecnie świątynia została wybudowana w 1637 r. jako zbór protestancki. Fundatorem świątyni był ówczesny właściciel wsi Radislaus Miesitschka, a kościół należał do tzw. kościołów granicznych, które miały umożliwić udział w nabożeństwach m.in. prześladowanym protestantom ze Śląska. W 1655 r. świątynia została splądrowana przez wojska brandenburskie. 











Na początku XX wieku podupadająca świątynia przeszła gruntowną renowację oraz rozbudowę dzięki funduszom ówczesnego właściciela wsi - Seweryna Zakrzewskiego. Po II Wojnie Światowej  zbór protestancki został przejęty przez katolików i początkowo funkcjonował jako kościół filialny parafii w Kosieczynie. Obecnie kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chlastawie jest filią parafii w Zbąszynku. 













Jest to kościół jednonawowy, wzniesiony na ceglanej podmurówce, na planie krzyża i zbudowany z drewna modrzewiowego. Zarówno świątynia jak i dzwonnica kryte są gontem. Wnętrze kościoła obejrzeć można podczas nabożeństw - więźba dachowa wsparta jest na jednym, ozdobnie rzeźbionym słupie. Wewnątrz znajdują się również ludowe malowidła z motywami roślinnymi, a także loża kolatorska. W otoczeniu kościółka położony był dawniej cmentarz. do dziś zachowało się jedynie kilka nowszych nagrobków oraz stary drzewostan porastający niegdyś miejsce pochówku. 















Przy drodze do kościółka znajduje się również kapliczka z figurką Matki Boskiej, która czuwa nad świątynią oraz przyległym terenem. Lipy rosnące wokół kościoła przyciągają owady, a w modrzewiowych deskach z pewnością wiele z nich znajduje swoje schronienie.












Zabytkowa świątynia w Chlastawie, choć oczywiście przez lata remontowana i odnawiana, zachowała swój dawny charakter. Dotknęły ją zmiany w historii, kulturze, a wreszcie w wyznawanej wierze. Choć pierwotnie służyła protestantom, dziś zbierają się w niej wierni katoliccy. Drewniana wieża góruje nad wioską i niechaj tak pozostanie na kolejne wieki historii...









O historii kościółka w Chlastawie można więcej przeczytać na stronie internetowej parafii w Zbąszynku:

albo na stronie Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków:

niedziela, 26 maja 2019

Uroczysko


Niepozorna droga przez las z Perzyn do Nowej Wsi Zbąskiej. Po obu stronach szosy świeża, majowa zieleń, wszystko aż pachnie po niedawnych deszczach, a w powietrzu słychać śpiew ptaków. Przez konary drzew prześwituje słońce i błękit nieba. Pięknie? Pewnie że pięknie. Może być jednak jeszcze piękniej, bowiem zza drzew prześwitują jakieś plamy żółci i bieli, a słońce iskrzy się w stojącej wodzie. Czas na przystanek, pora zobaczyć uroczysko.












Miejsce to nazwałam uroczyskiem na moje własne potrzeby - oficjalnie nie posiada takiej nazwy. Nie wiem, czy posiada jakąkolwiek nazwę - to po prostu zagłębienie terenu położone w lesie przy szosie i z tej szosy widoczne. Myślę jednak, że mało kto je zauważa, a nawet jeśli komuś w aucie mignie jakaś żółć i biel pomiędzy drzewami, to pewnie pomknie dalej, do tylu ważnych spraw... Podobnie koło tego miejsca przemknąć można na rowerze, a nawet przejść obojętnie na pieszo, w końcu to jakieś wiosenne kwiatki i tyle... Kto by się tym interesował... Zainteresowałam się. Dzięki tej ciekawości trafiłam choć na moment do bardzo pięknego świata, tak dalekiego od tych wszystkich wielkich, ważnych i pilnych spraw...












Podmokły teren pełen żółtych kosaćców (czy jak kto woli irysów) oraz drobnych białych kwiatków, które zidentyfikowałam jako okrężnicę bagienną. Miejsce to widziałam już w różnych porach roku, nie spodziewałam się jednak, że w maju może mnie zaskoczyć tak cudowną szatą. Ostatnie opady, a następnie kilka ciepłych dni sprawiło, że trafiłam w idealny moment, by podziwiać to małe uroczysko w pełnej krasie. Gdy spostrzegłam taki widok nie mogłam znaleźć innego słowa, niż właśnie: uroczysko. Na żywo dużo piękniejsze niż na zdjęciach...












Ktoś powie - no dobrze, może i nawet ładne te żółte kwiaty, ale trujące (tak, kosaćce są trujące), a te białe takie jakieś małe, nie ma czym się zachwycać i jeszcze na jakieś bagna trzeba się pchać, a poza tym jakie to uroczysko ma znaczenie. Może nie ma żadnego. Oczywiście dla natury kwitnięcie tych kwiatów i podmokły teren mają znaczenie, ale część przyrody zwana człowiekiem wszędzie chce szukać dodatkowych znaczeń, zajmować się tylko sprawami ważnymi i poważnymi. Kwiaty zakwitły, a potem przekwitną - może nie ma to dla niektórych żadnego znaczenia. Ja jednak, wśród tych wszystkich ważnych i wielkich spraw, tak odległych od samozwańczego uroczyska, lubię sobie pomyśleć, że jest takie miejsce, gdzie w spokoju śpiewają ptaki, a nieniepokojone wzrokiem tych, którym tak śpieszno, pięknie kwitną irysy i okrężnica. Miejsce, gdzie można się zatrzymać, któremu można nadać własną nazwę i do którego można potem w myślach wracać. Taka myśl, w ogromnym i pędzącym świecie, może czasem przynieść spokój. 














O tym miejscu w zupełnie innej odsłonie pisałam już wcześniej tutaj: https://zbaszynprzedmiescie.blogspot.com/2015/04/lesne-rozlewisko.html