Na skraju lasu, w pewnej odległości od Stefanowic stoi dom. Ma ściany, drzwi, okna, dach, komin. Do domu prowadzą schody. Na podwórku rosną kasztanowce. Niby zwykły dom, jak każdy inny... ale nie do końca. Ten jest opuszczony.
Jaka jest historia tego budynku, kto w nim mieszkał i przede wszystkim dlaczego już nie mieszka - nie mam pojęcia. Dom stoi w dość odludnej okolicy, choć w pobliżu są zamieszkałe gospodarstwa. Budynek jest spory - w środku musi być duży parter i poddasze. Zbudowany jest z czerwonej cegły, dach pokryty ma szarą dachówką. Z przodu budynek jest mocno zarośnięty, widać jednak główne wejście i dobrze zachowany front domu.
Uwagę przykuwają zachowane zdobienia futryn i ram okiennych. Dom był pewnie kiedyś bardzo ładny, choć moim zdaniem nadal jest co podziwiać. Tęsknię za czasami prostej, estetycznej architektury, z pięknymi detalami i dbałością o wygląd każdego budynku. Wystarczy spojrzeć na dawne chaty, czy domy - kto dziś buduje z taką starannością...
Tylna część domu jest łatwiej dostępna. Zachowały się schody i drzwi od tylnego wyjścia, pomalowane na miodowy kolor. Kłódka zamyka dostęp do wnętrza, okna zabite są deskami. Widać również zejście do piwnicy, dziś zablokowane.
Nie mam natury ryzykanta, więc wnętrze pozostało niespenetrowane. Skoro drzwi i okna są zabite, to z takich czy innych przyczyn nie należy tam wchodzić i myślę, że warto to uszanować. Pomiędzy szparami w oknach i drzwiach widać, iż wnętrze jest raczej puste. Na podłodze leży gruz. W kuchni widać pozostałości po piecu kaflowym. W jednym z pokoi stoi częściowo zniszczone stare drewniane łóżko. Na ścianach widać jeszcze wyraźnie tapety. Szpary są na tyle duże, iż udało się zrobić kilka zdjęć - nie są najlepszej jakości, ale obrazują wnętrze domu.
Na podwórku stoi studnia, a obok niej żuraw, a w zasadzie podpora żurawia. Dźwignia leży nieopodal pod drzewem, niestety złamana i już przegniła. Widać również pozostałości po czymś, co było być może zbiornikiem na obornik - dziś we wnętrzu rosną drzewa.
Po przeciwnej stronie podwórza stoi budynek gospodarczy - dach jest całkowicie zniszczony, ale zachowały się mury i drzwi do poszczególnych pomieszczeń.
W obrębie podwórka widać też ślady po jeszcze innych zabudowaniach - pozostały w zasadzie jedynie fundamenty i resztki cegieł, porośnięte mchem.
To bardzo piękne miejsce. Niby ruina, ale ile jest w tej ruinie duszy. Stary, zarośnięty dom, pełen kurzu i pajęczyn. Przede wszystkim pełen jednak tajemnic. Piękna i wytrzymała czerwona cegła, murowane kominy, dach spowity mchem. A dookoła las i szumiące sosny. Wystarczy zamknąć tylko oczy i wyobrazić sobie mieszkających tutaj ludzi. Jak pracowali na pobliskim polu. Jak czerpali świeżą wodę ze studni. Jak wyjeżdżali z domu do miasta, a potem do niego wracali. Jak siadali wieczorami na schodach i patrzyli na gasnące słońce. Świat i ludzie byli wówczas inni. Ale w przyrodzie nic się nie zmieniło. Nadal wstaje świt, a potem zapada zmierzch.
Może majestatyczne kasztanowce znają odpowiedź na pytanie co się tutaj stało i dlaczego dziś nikt już tu nie mieszka? Śmierć? Choroba? Wyjazd za pracą? Przeprowadzka? A może całkiem inna historia. Szkoda, że nie rozumiem języka drzew - omija mnie tyle ciekawych opowieści...
Opuszczone domy, tylko na pozór nie są zamieszkałe. Lokatorów takich miejsc, można obejrzeć na świetnych zdjęciach fińskiego fotografa Kaia Fagerströma. Fotoreportaż The House in the Woods można zobaczyć tutaj: