Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiejska chata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiejska chata. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2016

Chata w Belęcinie


W Bęlęcinie, przy szosie prowadzącej do Mariankowa i Borui, stoi wiejska chata. To ten rodzaj budownictwa, który uwielbiam. Drewno, bielone ramy okienne, spłowiała dachówka. A wszystko to w otoczeniu pól i pobliskiego lasu.










Chata numer 4, o ile w ogóle jest zamieszkiwana, to raczej jedynie czasowo. To świetny przykład drewnianego budownictwa. Doskonale widać tu poziome ułożenie desek w głównej bryle chaty oraz pionowe ułożenie desek na poddaszu. Warto zwrócić uwagę na ozdobne wykończenie dachu na frontowej ścianie budynku, również drewniane. Do tego drewniane drzwi w pięknym, miodowym kolorze i drewniane ramy okienne - sporo tego drewna, ale to przecież właśnie z tego słyną wiejskie chałupy. 












Z tyłu chaty znajduje się zabudowany ganek - tutaj z kolei króluje kolor zielony. Szczyt dachu wieńczą dwa murowane kominy. Obok chałupy stoi niewielka pompa, również zielona. Działka otoczona jest częściowo murowanym płotem, który dziś tak już zarósł, że przypomina raczej żywopłot.










W sąsiedztwie chaty numer 4 znajduje się chata numer 5 - zbudowana w podobnej stylistyce. Chałupy w Belęcinie, wśród pól i w cieniu przydrożnych drzew, w spokoju czekają na swoich sezonowych mieszkańców. W trawach grają świerszcze, wiatr niesie zapach zboża i wiejskich ziół. Uroki wakacji na wsi...


Chata numer 5.




wtorek, 1 marca 2016

Czarno-biały świat


Zagroda małorolnego chłopa nad rzeką Szarką w Borui. Jakiż spokój uchwycony w tym zdjęciu. Spokój charakterystyczny dla prowincji - tu nawet katastrofy i dramaty dzieją się w spowolnionym tempie, z jakąś godnością i niespiesznością. Słońce wschodzi i zachodzi i każdy wie, że nie da się tego zmienić. Rytm życia wyznacza prąd rzeki i poranne pianie koguta. Powtarzalność, linearność, ciągłość - następujące po sobie pory rok i zmiany w przyrodzie dodają otuchy. Skoro bowiem wszystko przemija, a potem rodzi się na nowo, to może podobnie jest z nami. Z takiej perspektywy ten wszechogarniający spokój staje się bardziej zrozumiały.





Zdjęcie autorstwa prof. Bogusława Linette pochodzi z Cyfrowego Archiwum imieniem prof. Józefa Burszty (http://cyfrowearchiwum.amu.edu.pl/). 

poniedziałek, 22 lutego 2016

Chata w Szarkach


Szarki to niewielka wieś w powiecie nowotomyskim - wieś typowo olęderska, co oznacza m.in. bardzo rozproszone zabudowania. Trudno mówić o centrum, gdy domy i gospodarstwa porozrzucane są na obszarze wielu kilometrów. Jeden z takich domów, otoczony lasem i polami, jest bohaterem dzisiejszego postu. W zamglone południe wyrósł na mojej drodze - nie sposób było przejeść obok niego obojętnie.






Chata w Szarkach z pewnością ma właścicieli, choć zdaje się, że jest zamieszkiwana okazyjnie, prawdopodobnie w sezonie letnim. Teren jest ogrodzony i stanowi własność prywatną, więc obeszłam jedynie grzecznie płot dookoła, oglądając z różnych stron piękny przykład budownictwa olęderskiego. 








Chata ma cechy typowej chałupy olęderskiej, z drugiej jednak strony trudno oprzeć się wrażeniu, że ten budynek ma również coś z wiejskiego dworku. Kamienna podmurówka, bielone ściany, drewniany szczyt chaty, okiennice i spadzisty dach tworzą razem ciekawe połączenie. Na podwórzu rosną potężne drzewa, dostrzec można również studnię i kwiatowe rabaty. 










Właściciele tego domu mają prawdziwy skarb - dobrze, że potrafią to docenić, bo chata i otoczenie są w miarę zadbane. Życie w tak rozproszonej wsi sprawia, że sąsiadami są tu częściej wiatr, leśne zwierzęta i śpiewające na gałęziach ptaki, niż ludzie. Dobrze mieć takie miejsce. 






sobota, 13 lutego 2016

Za mgłą


Wilgotno, cicho, mglisto. Świat zasłonięty białą kotarą. Wzrok nie jest w stanie przebić zawieszonych w powietrzu kropel wody. Dal zanika, jest tylko to, co w najbliższym otoczeniu. Zmora kierowców, przesuwa się bezszelestnie, otacza z każdej strony, jej biały płaszcz snuje się i rozlewa. Pani mgła zagościła w dzisiejszy lutowy poranek i umościła się w okolicy na dobre. W nadziei, że mgła jednak opadnie i dotrą do nas promienie słońca, wyruszyłam przed siebie. Z każdym kilometrem mlecznobiały krajobraz przekonywał mnie, że moje nadzieje są złudne...










Otulona bielą trafiłam do miejsca, którego jeszcze spowitego mgłą nie widziałam. Trzeba przyznać, że do twarzy mu w tej aurze tajemnicy i niedopowiedzenia. Z mgły wyłania się nagle opuszczony dom - klimat prawie jak z dreszczowca, ale to tylko dom w Stefanowicach, opisywany już na tym blogu: http://zbaszynprzedmiescie.blogspot.com/2014/09/opuszczony-dom-w-stefanowicach.html. Pusty, cichy, samotny - to się nie zmieniło. Trochę dalej, w Grubsku, z mgły wyłoniła się kolejna chata, przynajmniej o tej porze roku, opuszczona. Jej szarość i biel doskonale wtapiały się w tak mleczny dziś krajobraz.








Chata w Grubsku

Mgła rozpościerała się nad polami, zaległa nad Rowem Wargańskim i Szarką, towarzyszyła mi całą drogę. Nie opadła, nie dopuściła promieni słońca. Uparta i gęsta wisiała, zasłaniając głębie i dal. Kazała skupić się na tym, co blisko, odkryła jedynie to, co chciała. Sprawiła mi niespodziankę i mimo, że liczyłam na słońce, to wyprawa za mgłą również miała swój urok - na słońce przyjdzie jeszcze pora. 






Szarka


Szarka


Rów Wargański

niedziela, 29 listopada 2015

Walące się gospodarstwo w Nowym Jastrzębsku


Mijający świat i pozostałości z przeszłości, których dziś już nikt nie pragnie. Opuszczone, porzucone, może i nawet ktoś chciałby się nimi zająć, ale pomysłu i funduszy brak. Ginące, butwiejące, odchodzące w niebyt. Tak się składa, że coraz częściej trafiam w miejsca, w których dobitnie widać, że czas mija, a wraz z nim przemija to wszystko, co nas otacza. Dobrze to czasem na własne oczy zobaczyć. Dobrze to zrozumieć. Ale w głębi serca żal pozostaje. 





W Nowym Jastrzębsku jest gospodarstwo, którego pewnie wkrótce nie będzie. Stan rozkładu budynków jest tak poważny, że ciężko byłoby ten proces odwrócić. Dziś odwiedzających wita tabliczka: teren prywatny, wstęp wzbroniony. Jest też tabliczka informująca, iż jesteśmy na terenie budowy... Dość osobliwa to budowa - obawiam się, że raczej wkrótce nastąpi tu całkowita rozbiórka.






Niszczejące gospodarstwo znajduje się nieopodal linii kolejowej do Poznania i jest z pociągu dobrze widoczne. Za każdym razem przejeżdżając obok tego miejsca, wydaje mi się, że budynki chylą się coraz mocniej ku upadkowi. Czerwona cegła, drewno, omszałe dachówki - tak popularne materiały w tych okolicach. Dom, budynki gospodarcze, drzewa na podwórku. Mając trochę wyobraźni i zamykając oczy, można zobaczyć obraz tego miejsca w czasie, gdy toczyło się tu życie. Ktoś te mury stawiał, układał cegłę po cegle. Ktoś zbijał deski, krył dach. Ktoś budował ten dom i budował swoje życie. Właśnie tutaj, gdzie dziś czas zatoczył koło i życie stąd odchodzi.






Nie lubię uczucia mijającego czasu. Nie zawsze potrafię akceptować zmiany. Po prostu jest mi trudno rozstawać się z ludźmi, miejscami, rzeczami. Coś jednak ciągnie mnie w takie okolice, gdzie przemijanie można poczuć. Bo chociaż to gospodarstwo się wali, choć jest już ruiną, to te gruzy ciągle są dla mnie piękne. I tyle można z tych gruzów odczytać, tyle się nauczyć. Na szczęście są na tym świecie rzeczy, których wiatr, śnieg, deszcz, słońce, a nawet maszyny czy ludzkie siły zburzyć nie mogą. To w jakiś sposób pocieszające...



piątek, 1 maja 2015

Drewniana chata w Mariankowie


Mariankowo to niewielka wieś w gminie Siedlec. Poza spokojem, ciszą i nieśpieszną atmosferą, można nacieszyć się tam również widokiem kilku zabytkowych, drewnianych domów. Jedna z chałup stoi tuż przy głównej drodze. W zasadzie powinnam napisać, że jeszcze stoi, bo nie wiadomo, jak długo ten stan potrwa. Dokumentując przemijający świat, zapraszam dziś w odwiedziny do wiejskiej chaty krytej strzechą.









Chałupa o numerze 23 w Mariankowie, nie jest już dzisiaj zamieszkała. Niestety widać, iż o dom nikt nie dba, w związku z czym chałupa rozpada się. Zniszczona jest duża część dachu, niektóre z belek nośnych zawaliły się, co spowodowało także spore uszkodzenie jednej ze ścian chaty. Dom jest przykładem drewnianej, wiejskiej architektury - w okolicach można oglądać więcej tego typu budynków. 












Uwagę zwraca misternie zbudowany dach, zwieńczony dwoma kominami. Krycie dachu strzechą było kiedyś na wsi bardzo popularne, a fachowców w tej dziedzinie nazywano strzecharzami. Dachy były najczęściej kryte słomą, bądź trzciną.


 







Bardzo podobają mi się okna w białych ramach, które świetnie kontrastują z ciemnym drewnem. Do wnętrza chałupy prowadzą  brązowe drzwi - jak to zwykle bywa zamknięte na kłódkę. Podwórze zarosło, nieopodal domu obejrzeć można również studnię.












Wnętrze chałupy można obejrzeć z tej strony domu, gdzie ściana zaczyna się walić i brakuje niektórych okien. Wyraźnie widać poszczególne pokoje i drzwi, dostrzec można też szafki, pozostałości po piecu, lampach i łóżkach. Zawsze w takich miejscach myślę, o dawnych mieszkańcach tego domu - to oni stawiali tutaj codziennie swoje kroki, otwierali okna, opierali się plecami o drewniane ściany... Teraz w pustych pomieszczeniach gwiżdże jedynie wiatr.


















Nieopodal chaty znajduje się stodoła - również kryta strzechą i również mocno zniszczona. Obok płynie rów nad którym spacerują kaczki. Dookoła znajdują się zamieszkałe domy, toczy się normalne życie. Szkoda, że takie codzienne życie nigdy już chyba do drewnianej chałupy nr 23 nie powróci...















Chata w Mariankowie została uwieczniona również na blogu Wolsztyn: http://wolsztyn.blogspot.com/2012/08/mariankowo-23.html