Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefanowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefanowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2020

Gra w zielone


Maj - wytrawny gracz w zielone. Tyle odcieni tej barwy nie zapewnia chyba żaden inny miesiąc. Jakby komuś nagle rozlała się zielona farba - na ziemi, nad ziemią, w koronach drzew. Inne barwy stanowią jedynie dopełnienie, podkreślając jeszcze, jak wszystko wkoło zielenieje. Po miesiącach królowania innych kolorów, nagle wszystko wydaje się tak świeże, nowe - takie właśnie zielone. Patrząc na majowe poczynania uświadamiam sobie, że też ciągle jestem zielona - człowiek niby tyle razy widział wiosnę, ale ciągle nic o niej nie wie i ciągle zgłębianie tej tajemnicy i gra w zielone tak bardzo pociąga. Zagrajmy więc jeszcze raz...














Wszystkie oblicza zieleni zostały uchwycone w okolicach Stefanowa.


sobota, 21 stycznia 2017

Z biegiem strumienia


Przebiega przez las i pola nieopodal Stefanowa. Ma tak delikatny prąd, iż woda wydaje się stać w nim w miejscu. Ona jednak ciągle płynie, przemieszcza się z biegiem strumienia. Strumień to może za duże słowo. To chyba bardziej rów melioracyjny. Lubię jednak o tym cieku wodnym myśleć: strumień - to brzmi bardziej poważnie, wędrówka z biegiem strumienia zdaje się mieć sens, bo przecież każdy strumień gdzieś prowadzi.






W pewnym miejscu strumień wydostaje się z lasu na polanę. Zanim się tam dotrze, w oddali widać delikatny blask słońca, ciepłe promienie przeszywają cienie lasu. Strumień wskazuje drogę z mroku do światła. Ale by dotrzeć na jasną polanę, trzeba najpierw odważyć się kroczyć między wysokimi sosnami.








Wędrując za blaskiem, wychodzimy w końcu na polanę. Strumień płynie dalej. Przez kolejne pola, kolejne lasy, kolejne jasne przestrzenie i kolejne obszary mroku. Dziś unieruchamia go lód, ale śniegi w końcu stopnieją, wody strumienia wzbiorą, wiosenny blask roziskrzy jego taflę. Chciałabym umieć zawsze iść do przodu, nie trwać w mroku, wędrować z biegiem strumienia...










wtorek, 27 grudnia 2016

Brunatny grudzień i studnia życzeń


Szarobury, ponury, pochmurny, deszczowy, wietrzny, z ledwo dostrzegalnym sinym światłem nadszedł grudzień. Powiedzieć tyle, to skrzywdzić ten miesiąc. Czasem widać też słońce, trawa gdzieniegdzie całkiem zielona, poza tym to ten czas, który rozświetla blask choinki, świec i gwiazdy, która wskazuje drogę do Tego, który narodził się w Betlejem. Mimo to, gdy wyjechać za miasto, przedostać się na pola i pustą przestrzeń, grudzień jest taki... brunatny. Brunatny jak goła ziemia uprawna, jak gnijące gdzieniegdzie liście, jak nagie drzewa chronione jedynie korą, jak błotniste ścieżki.






Pośród tej grudniowej brunatności na polu dostrzegłam studnię. Kamienną studnię, jakich setki na polach w okolicy. Standardowo obrośniętą mchem, który odmierza tu mijający czas. Przykrytą pokrywą, ale tak niezupełnie, by jednak uchylić rąbka tajemnicy, pozwolić zajrzeć do środka, spojrzeć w głąb kamiennych kręgów. 








Jako dziecko chodziłam z bratem na spacery na pobliskie pola. Pewnego razu stanęliśmy przy podobnej studni, położonej zresztą nieopodal tej dziś opisywanej i spoglądaliśmy na nią. Brat powiedział mi, że to studnia życzeń. Należy wypowiedzieć życzenie, a gdy ze studni wyjdzie biedronka, życzenie się spełni. Nie pamiętam jakie życzenie wówczas wypowiedzieliśmy, ale tamtego razu biedronka, ku mojemu zachwytowi, pojawiła się na pokrywie studni.








Oczywiście brat, starszy i bystrzejszy ode mnie, z pewnością widział to, czego ja nie dostrzegłam, a mianowicie że biedronka zbliża się do pokrywy studni. To zresztą nieważne, naiwnemu kilkulatkowi można wmówić wszystko. Ilekroć jednak od tej pory mijaliśmy tę studnię, czy studnię do niej podobne, wspominaliśmy studnię życzeń. To takie proste, wypowiadasz życzenie, wychodzi biedronka, a na twojej twarzy pojawia się uśmiech. Do dziś widząc takie studnie wracam do opowieści brata. Tym razem nie wypowiedziałam życzenia. Chyba nie wierzyłam w to, że w grudniu pojawi się jakaś zabłąkana biedronka. Trochę lat minęło, trochę mnie we mnie naiwności, choć zdaje się, że nadal ciągle za dużo, trochę mniej wierzę w dziecięce historie, co nie znaczny, że zupełnie straciłam w nie wiarę. Może jednak po prostu zbyt bardzo bałam się, że wypowiem te życzenie, a biedronka nie pojawi się. I zostanę sama w brunatnym krajobrazie, który nie pozostawi już żadnych złudzeń. Te życzenie wydaje się zbyt cenne, by wystawiać je na zimny, grudniowy wiatr. Choć może jednak trzeba było spróbować - kiedy, jeśli nie w grudniu, mogą zdarzać się cuda...




sobota, 5 grudnia 2015

Stacja Stefanowo


Po stacji Zbąszyń Przedmieście, której poświęcony był ten post: http://zbaszynprzedmiescie.blogspot.com/2015/02/stacja-zbaszyn-przedmiescie.html, pora na kolejną stację kolejową, zresztą z tej samej kolejowej trasy, Leszno - Zbąszynek. Stacja Stefanowo - niewielki przystanek w poolędrejskiej wsi nieopodal Zbąszynia. To miejsce dość podobne do pozostałych stacji, które znajdują się na tej linii. Podobne, a jednak trochę inne, bo stosunkowo zadbane i dobrze utrzymane. 









Niewielki, ceglany budynek stacji nie jest już dziś czynny - spotkał go podobny los, jak większość budynków stacji na tej linii - utrzymywanie kasy w małych miejscowościach przestało być opłacalne. Na stacji panuje jednak porządek - nie ma śmieci, nie ma przejawów wandalizmu. Na obu peronach pojawiły się nowe tablice i lokalna społeczność jest w stanie to zaakceptować i uszanować - za to należą się brawa, bo na innych stacjach z porządkiem i czystością bywa różnie... Sam budynek to ciekawy przykład połączenia cegły z drewnianą przybudówką. Dach kryty jest papą, a białe ramy okienne ładnie kontrastują ze ścianami budynku. 







Latem w donicy na stacji pojawiły się kwiaty.




Lubię znaki informacyjne, które można spotkać na stacjach kolejowych - podoba mi się ich prosta i czytelna estetyka. Ciekawe jest też śledzenie, jak znaki i zastosowana czcionka zmieniają się z biegiem czasu - niby niewiele nowego można w tej materii wymyślić, a jednak współczesne znaki informacyjne różnią się od tych sprzed kilkunastu, czy kilkudziesięciu lat. 












Stefanowo to dobre miejsce, by obejrzeć zwrotnice, semafory i inne urządzenia kolejowe. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach podkładów kolejowych. Na co dzień jeździ tędy szynobus Kolei Wielkopolskich. Zdarza się jednak, iż Stefanowo odwiedzają również majestatyczne parowozy. 












Czy tak małe stacje mają rację bytu w świecie, w którym po szynach jeździ Maglev, TGV, czy Pendolino? Czy ich urok i nostalgia, którą budzą, wystarczy, by usprawiedliwić ich obecność w nowoczesnej rzeczywistości? Póki co, w Stefanowie nikt nie zadaje takich pytań - stacja istnieje, dopóki istnieje linia kolejowa i korzystają z niej pasażerowie. Jak długo jeszcze, pokaże przyszłość...




piątek, 16 stycznia 2015

Z dystansu


Z odległości, z dystansu, lepiej widać. Dopiero wtedy wszystko przybiera właściwą perspektywę. W tłumie, w skupieniu na szczególe i drobiazgach, trudno uchwycić całość, pojąć istotę. Czasem dobrze jest zostać w tyle, albo wyrwać do przodu. Być niezależnym, indywidualnym, nie mieć wkoło innych. Można wtedy poczuć, że się jest. Po prostu się jest - tu i teraz, pod tym niebem i na tej ziemi. Samotność bywa bolesna. Potrzebujemy jej jednak, właśnie po to, by złapać prawidłową perspektywę. Po to by zmierzyć się z samym sobą, po to by trochę zatęsknić za innymi. Z dystansu świat nabiera nowych znaczeń.






Jest takie drzewo na polach w okolicach Stefanowa. Stoi jedno, jedyne, samotne. Wokół pusto - nieopodal ściana lasu, strumień, jakieś niższe krzaki. I nagle w tym krajobrazie ono - wysokie, strzeliste. Bardzo indywidualne i bardzo samodzielne, oddzielone od swoich krewnych, rośnie od lat i z daleka ogląda świat. Ono z pewnością wie, co to dystans. Ciekawe co wybrałoby, gdyby mogło wyrwać swoje korzenie. Czy powędrowałoby w kierunku lasu, by szumieć wraz z innymi, podobnymi do niego drzewami? Może jednak pozostałoby na środku pola, by oglądać w spokoju zachody słońca i witać na swych gałęziach zmęczone ptaki... Ono nie ma wyboru, ciągle będzie je dzielić dystans. Nasz dystans względem innych można w zależności od potrzeb wydłużać i skracać - to ogromny przywilej.









Ogłoszenia parafialne: Po II rozbiorze Polski w 1793 roku Zbąszyń znalazł się na terenie Prus - doszło do przymusowego dystansu względem ojczyzny. Do Polski Zbąszyń wrócił 17 stycznia 1920 roku, co oznacza, iż jutro przypada radosna, 95 rocznica powrotu miasta do macierzy. Program obchodów tej uroczystości można znaleźć tutaj: https://www.facebook.com/298791783579454/photos/a.298926493565983.1073741828.298791783579454/405121656279799/?type=1&theater

wtorek, 13 stycznia 2015

Cmentarz ewangelicki w Stefanowie


To kolejny już cmentarz ewangelicki, który można znaleźć w okolicach Zbąszynia. Kolejne miejsce, które świadczy o skomplikowanej i bogatej historii tych terenów. Kolejna nekropolia położona w pewnym oddaleniu od zwartej wiejskiej zabudowy. Warto zagłębić się czasem w polne czy leśne drogi, by odkryć takie miejsca.




Cmentarz w Stefanowie różni się trochę od podobnych miejsc pochówku w okolicy. Większość cmentarzy ewangelickich jest mocno zaniedbanych, to dzikie i pozostawione naturze miejsca. Czasem zdaje się, że nikt o nich już nie pamięta, albo jest to pamięć najwyżej od święta. Mieszkańcy Stefanowa uporządkowali teren cmentarza ewangelickiego, postawili tablicę pamiątkową, krzyż, zasadzili krzewy, wytyczyli ścieżkę, pozbierali porozrzucane tablice nagrobne, jednym słowem zatroszczyli się o to miejsce. W związku w tym, cmentarz nie jest może już tak dziki i pierwotny, nie ma tajemniczego klimatu zarośniętych nekropolii. Jednak zaniedbany teren zmienił się w miejsce pamięci z prawdziwego zdarzenia.


Tablica pamiątkowa informująca o historii tego miejsca.




Cmentarz służył za miejsce pochówku ewangelików mieszkających dawniej w Stefanowie i okolicach. Była to głównie ludność Olęderska, która pojawiła się na naszych terenach w XVIII wieku. Tablica znajdująca się w tym miejscu, informuje, że ostatni pochówek odbył się tutaj w 1945 roku. Rok znaczący - koniec II Wojny Światowej, początek nowego porządku. To data znacząca również z tego powodu, że na większość cmentarzy ewangelickich w okolicy próżno szukać grobów, które pojawiły się po tym roku. Skończył się czas wielu narodów żyjących na tych ziemiach...












Odnalezione na cmentarzu tablice nagrobne ustawiono w półokręgu. Na większości z tablic odczytać można jeszcze nazwiska i imiona osób, które tutaj spoczywają. Wiele z ewangelickich nagrobków charakteryzuje się tym, że tablice można oglądać z obu stron. Z przodu znajdują się informacje o zmarłych, natomiast z tyłu podziwiać możemy zdobienia, bądź cytaty z Pisma Świętego. Daty narodzin i śmierci na tablicach, składają się na ciekawą opowieść o tych terenach.












Cześć pomników była już tak zniszczona, że pozostały po nich jedynie kawałki kamienia. Również te szczątki zostały na cmentarzu rozłożone - widać na nich piękny kunszt dawnych tablic nagrobnych. Zdobienia, które dostrzec można w tym miejscu nadal robią wrażenie - współczesnym dekoracjom daleko do ich subtelnego i klasycznego piękna.


Gałązka oliwna - częsty motyw cmentarny.




Misterne zdobienia tablic nagrobnych.








Niezmiennie robi też na mnie wrażenie czcionka zastosowana na ewangelickich nagrobkach. Piękne, gotyckie litery licują z powagą i spokojem tego miejsca.






Pojawia się tutaj również motyw dekoracyjny znany z innych ewangelickich cmentarzy - pień drzewa. Takie same pnie znajdują się na cmentarzach w Strzyżewie (szerzej tutaj: http://zbaszynprzedmiescie.blogspot.com/2014/07/cmentarz-ewangelicki-w-strzyzewie.html) oraz w Nowym Dworze (szerzej tutaj: http://zbaszynprzedmiescie.blogspot.com/2014/11/cmentarz-ewangelicki-w-nowym-dworze.html).









Cmentarz położony jest w pewnego rodzaju dolinie. Z obu stron teren wznosi się łagodnie do góry. We wnętrzu znajduje się natomiast nekropolia. Pierwotnie zajmowała ona z pewnością większy teren. Po pracach porządkowych tablice nagrobne uporządkowano i ułożono obok siebie w dość zwartym szyku. Gdy pochodzić jednak po całym terenie łatwo natrafić na pozostałości grobów. Wśród liści i trawy trudno je zauważyć, jedynie obrośnięte bluszczem obramowania grobów raz po raz są wyczuwalne pod stopami.






Pozostałości nagrobków.




Liście i bluszcz doskonale kamuflują dawne nagrobki.


Sprawdza się zasada, że stary cmentarz można odnaleźć po bluszczu i zróżnicowanym drzewostanie. Teren miejsca spoczynku w Stefanowie również został opanowany przez bluszcz. Odnajdziemy tu także potężne dęby oraz inne okazy drzew.








Uporządkowaniem i odnową cmentarza zajęło się Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju Wsi Stefanowo. Prace, jak informuje tablica, ukończono w 2008 roku. Wytyczono drogę prowadzącą na ewangelickie miejsce pochówku. Teren posprzątano, zasadzono krzewy. Poustawiano tablice nagrobne. Na cmentarzu znalazła się również ławka - jest więc miejsce by usiąść i kontemplować mijający czas.


Droga na cmentarz -  wśród liści niemal niewidoczna.






Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju Wsi Stefanowo wykonało kawał dobrej roboty. Jak wyglądało to miejsce wcześniej, można zobaczyć na tej stronie: http://cmentarze.oledry.pl/galeria.php?katalog=1613 Widać, że zmiana jest spora, teraz to prawdziwe miejsce pamięci. Miło, że są ludzie, dla których przeszłość tych okolic jest ważna. Nie bez przyczyny mówi się, że pamięć o zmarłych jest miarą naszego człowieczeństwa...





Zdjęcia cmentarza można obejrzeć na stronach:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ocalic_od_zapomnienia_cmentarz_ewangelicki_w_stefanowie_zdjecia_311215.html
http://cmentarze.oledry.pl/galeria.php?katalog=1613

O innych cmentarzach ewangelickich, położonych w okolicach Zbąszynia pisałam tutaj:
Strzyżewo -  http://zbaszynprzedmiescie.blogspot.com/2014/07/cmentarz-ewangelicki-w-strzyzewie.html