niedziela, 12 maja 2019

Zostawić ślad


Naukowcy odkryli w Birmie bursztyn, w którym zachowała się stonoga sprzed około 99 milionów lat. To nie pierwsze tego typu doniesienie - bursztyn tak doskonale potrafi ocalić przeszłość. Małe stworzonko uwięzione w kropli żywicy 99 milionów lat temu - zupełnie niewyobrażalna perspektywa...

A gdyby tak dostać się do ogromnej kropli żywicy i przetrwać, na przekór przemijaniu, zagrać na nosie zegarom i kalendarzom... Człowiek ocalony w pięknym, mieniącym się światłem bursztynie. Co powiedzieliby o mnie po latach? 

Chyba każdy chciałby żyć tak, by coś po nim zostało. Jakieś dobro, by przetrwała pamięć. By nie marnować cennego czasu. By wiedzieć, co robić... Być pewnym jak drzewo, które od samego początku wie, że musi rosnąć. To jego główny cel - piąć się ku górze, ku słońcu, przegonić innych w walce o światło. Rozwijać się, głęboko zapuścić korzenie. Być pewnym jak kos, który nie ma wątpliwości, że musi znaleźć pożywienie, znaleźć schronienie, a wszystko to by przetrwać i móc przedłużyć swój gatunek. Drzewa to wiedzą, nie muszą poszukiwać. Zwierzęta rodzą się z instynktem, który podpowiada im, co czynić. Człowiek natomiast uczy się przez całe życie, po czym odkrywa. że w zasadzie nie wie tego, co najważniejsze... Jak ocalić choć cząstkę siebie, gdy przez place przeciekają całe dni, tygodnie i lata...

Może drzewa i zwierzęta nie mają świadomości, jak niewiele ostatecznie zależy od nich... Może z uporem walczą o to, co podpowiada im natura. A my? Nawet jeśli teoretycznie wiemy, co jest ważne i co jest warte naszych wysiłków, to potem wstajemy i postępujemy często zupełnie sprzecznie z tymi założeniami. Drzewo walczy o wodę i światło. Zwierzę o pożywienie i przetrwanie. My walczymy o to, by ktoś nas zauważył, poświęcił nam choć chwilę, walczymy o spojrzenie, walczymy o to, by być wartymi uczucia, przyjaźni, miłości, walczymy o to, by ktoś nas zapamiętał, by coś po nas przetrwało. Chcemy zostawić po sobie ślad. Wszystko to jednak bardzo złudne, bo szybko nadchodzi fala, która zmywa nasze ślady niczym te pozostawione na nadmorskim brzegu. 

Może każdy z nas niesie ze sobą taki potencjalny bursztyn. Co w nim ostatecznie pozostanie? Jakiś pył? Skrawki materii? Coś wartego uwagi? Czy w bursztynie zmieści się coś poza mną? Czy potrafię zrobić w nim miejsce? Czy bursztyn można poszerzyć uczuciem, nawet takim niedoskonałym, bo ludzkim? Czy zmieści się w nim Ktoś jeszcze? I czy w ogóle będzie chciał się w nim zmieścić? Czy może pozostanę w pięknym miodowym bursztynie, niczym ta stonoga, która od 99 milionów lat trwa w nim sama... 




środa, 17 kwietnia 2019

Tropem bobra


Bobra niełatwo zobaczyć w naturze. Pozostawia jednak po sobie ślady, których nie sposób przeoczyć. I wcale nie chodzi o charakterystyczne tropy bobrzych łap, a znacznie bardziej rzucające się w oczy powalone drzewa. Drzewa, których nie ściął człowiek, a siła bobrzych zębów. Podążając tropem tych niezwykłych budowniczych, można dotrzeć nad leśne bajorko, położone tuż przy drodze ze Strzyżewa do Lutola Mokrego i dalej do Trzciela.












Trudno dziwić się bobrom, że polubiły to miejsce. Nie można powiedzieć o nim, że jest odludne, bo tuż przy zbiorniku wodnym przebiega dość ruchliwa droga. Bobrom wydaje się to jednak nie przeszkadzać, skoro samo otoczenie bajorka jest zadrzewione i trudno dostępne. Jest woda, są wodne rośliny, są drzewa i względny spokój, który raz po raz zaburzają auta poruszające się po szosie. Bobry nie muszą się jednak drogą bardzo kłopotać. O ile nie postanowią przez nią przechodzić, są względnie bezpieczne. Myślę, że niewiele osób dostrzega ten zbiornik wodny, a jeszcze mniej postanawia ruszyć bobrzym tropem i sprawdzić, co nad zbiornikiem słychać...












Okolice bajorka porastają drzewa, przechodzące dalej w las. Same brzegi są pełne krzewów, powalonych drzew i innych przeszkód, które skutecznie utrudniają poruszanie się nie tylko człowiekowi, ale i większym drapieżnikom. Oto idealne miejsce na królestwo bobra. Oczywiście ze zbiornika korzystają pewnie i inne zwierzęta, ale to właśnie obecność bobra jest tutaj najbardziej widoczna.














Skąd to przekonanie o występowaniu w tej okolicy bobrów? Wystarczy przyjrzeć się brzegom bajorka. Przejście tarasują powalone drzewa, u których podstawy widać charakterystyczną bobrzą robotę - ostre zęby pięknie piłują pnie. W ziemi pozostają, jeden przy drugim, jakby zaostrzone ołówki. Dalsza część drzewa, bezwładnie powalona, zaświadcza o sile tych niewielkich wodnych inżynierów. 














Skąd wzięły się bobry w leśnym bajorku? Nie mogę mieć pewności, ale podejrzewam, że przywędrowały z nie tak bardzo odległej od zbiornika rzeki Obry, która płynie w dole lasu, po drugiej stronie szosy. Niebezpieczna to podróż, bo część bobrów ginie pod kołami aut na szosach. Zwłaszcza w nocy są one słabo widoczne, a z pędzącym samochodem nie mają najmniejszych szans. Jak jednak widać, przynajmniej dla części z nich wyprawa skończyła się w tym przypadku pomyślnie i znalazły nowe schronienie. Mogą z niego korzystać, dopóki w bajorku nie wyschnie woda, bądź jego brzegi zupełnie nie zarosną oraz dopóki wokoło jest wystarczająco pokarmu.













Warto czasem ruszyć na wędrówkę. Niekoniecznie musi być to podróż na inny kontynent, czy do innego kraju. Czasem to, co najcenniejsze, jest nieopodal nas. Bobry odkryły w ten sposób nową wspaniałą niszę dla siebie. Ja - ruszając tropem bobra - kolejną przyrodniczą ciekawostkę. 





O bobrach i ich robocie można przeczytać również tutaj:

czwartek, 31 stycznia 2019

Dwa jeziora - odsłona zimowa


Jak to jest żyć między dwoma jeziorami? Móc w ciągu kilku minut przejść z brzegu jednego zbiornika, nad brzeg zbiornika drugiego? Witać słońce nad jedną wodą, a żegnać nad inną? Wiedzą o tym mieszkańcu Lutola Mokrego. "Mokrego" nieprzypadkowo, bo w okolicy wody pod dostatkiem. Nieopodal przepływa rzeka Obra. Niewielka wieś skupiona jest z kolei wokół dwóch jezior - mniejszego jeziora Chruśnego oraz większego jeziora Lutol. 




Jezioro Chruśne






Mniejsze jezioro Chruśne (inna nazwa: Głębokie) wita nas zaraz przy wjeździe do wsi. Położone jest tuż przy drodze ze Zbąszynia do Trzciela, a jego brzeg jest dostępny od strony wsi. Powierzchnia akwenu to 6,4 ha. Nad tym jeziorem znajduje się małe kąpielisko, z którego korzystają latem mieszkańcy wioski oraz turyści.










Znacznie większe jest jezioro Lutol - powierzchnia akwenu to 153,1 ha, kształtem przypomina ono nieco dwie nerki. Przez jezioro przebiega szlak kajakowy rzeką Obrą. Brzegi jeziora są w znacznej części zalesione. Jezioro Lutol może również pochwalić się dwoma niewielkimi wyspami. Do czasu wybudowania autostrady zbiornik ten położony był w niezwykle spokojnej i dość odludnej okolicy. Nad jeziorem działał dawniej ośrodek harcerski (w okolicach Prądówki). Z wsi Lutol Mokry widoczny jest jedynie fragment jeziora, dalsza część zbiornika położona jest wśród lasów. 


Jezioro Lutol









Dwa jeziora - zimą podobnie ciche i spokojne, jak zresztą i sam Lutol Mokry. Granat wody, błękit, szarość i biel nieba, pożółkłe trzciny i nagie drzewa porastające brzegi. Zimujące pomosty, rybackie łodzie czekające na wiosnę. Obraz jakby nieco unieruchomiony, zmrożony chłodnym powietrzem. Życie między dwoma wodami - w Lutolu Mokrym to możliwe...





czwartek, 27 grudnia 2018

Słowo na dziś


"Sądzę, że wkrótce już będziesz musiał uświadomić sobie, dokąd chcesz dojść. A kiedy sobie uświadomisz, musisz natychmiast wyruszyć w drogę. Natychmiast. Nie wolno ci tracić ani chwili".

                                                                  Jerome David Salinger Buszujący w zbożu





 

sobota, 1 grudnia 2018

Szarość


Grudniowe, szare, krótkie dni. Świat trochę za mgłą, przytłumiony obraz, deficyt jaskrawych kolorów. Ostre letnie światło wydaje się tylko wspomnieniem, soczysta wiosenna zieleń przewidzeniem. Jeszcze gdzieniegdzie na drzewie kołysze się rudy jesienny liść, ale nie ma już wyrazistej barwy, jak w październikowe czy listopadowe słoneczne dni. To grudzień - jeden z najbardziej szarych i mrocznych miesięcy. W miastach rozświetlonych blaskiem bożonarodzeniowych jarmarków i nasyconych barwami świątecznych witryn, szarości łatwo przegapić. Tymczasem szary to również kolor, choć niektórzy twierdzą, że szarość to właśnie koloru brak...











Poszarzały również pola w okolicy Chrośnicy. Oko oczywiście rozróżnia barwy, ale brak jest światła, które by je podkreśliło, uwypukliło i wydobyło z krajobrazu. Przybrudzone niebo, ani smugi błękitu i iskry słońca. Widok wydaje się być monotonny, zwyczajny, taki codzienny. Może nieprzypadkowo mówi się czasem o szarej codzienności, czy rzeczywistości. Nie każdy dzień i nie każdą chwilę maluje gama kolorów. Paleta barw bez szarości jest jednak niepełna. 










Zwykłość, prostota, codzienność, szarość. Zbity z desek płot, kamienne słupki, łąkowa trawa i buszujące pod ziemią krety. Sylwetki nagich drzew, goła wierzba witająca wjeżdżających do wioski. Bez fajerwerków, bez wielkich niespodzianek, tak zwyczajnie. Kiedy wszystko musi być niesamowite, niezwykłe, najpiękniejsze, idealne, błyszczące, migoczące, kolorowe i rozświetlone, pola w okolicach Chrośnicy przypominając, że w życiu bywają też te zwykłe, mało spektakularne chwile. Te, którymi trudno pochwalić się na portalach społecznościowych, czy podczas spotkania ze znajomymi. Szukając w życiu barw, tak często przegapiamy szarość, tak bardzo chcemy ją zamalować i zasłonić. Trudno dostrzec piękno w butwiejącym płocie, trudno uznać za atrakcyjny zwykły, zdaje się nic nieznaczący dzień. Tymczasem ta "zwykłość" jest bardzo ważna, a jej unikanie sporo o nas mówi. Szarości jest coraz mniej - może warto się z nią czasem zmierzyć, nawet, jeśli to trudne.